wtorek, 27 października 2015

Rozdział V

Promyki wpadające do dormitorium obudziły pewną Gryfonkę, która dopiero kilka godzin temu zdołała usnąć. Cała noc przepełniona była okropnymi koszmarami, w których to jej ukochany przyjaciel a zarazem chłopak szydził z niej w najgorszy sposób. Nie obyło się również bez gorszych scen. We śnie była przykuta do ściany kajdanami a naprzeciw niej stał Ron. Rzucał w nią zaklęciami niewybaczalnymi. Niemal że czuła ten ból przez sen. Był w nim ktoś jeszcze, ale nie za bardzo wiedziała kto, ponieważ stał w mroku i było tylko widać niebieskie tęczówki przepełnione gniewem. Starając się zapomnieć ten sen powoli zwlekła się z łóżka. Otworzyła okno i wystawiła przez nie twarz. Promyki słońca muskały jej cerę delikatnie ją rozświetlając. Cichutko weszła do łazienki żeby doprowadzić się do porządku. Pierwsze co zrobiła to przejrzała się w lustrze. Ciemne wory pod oczami ukazywały nieprzespaną noc. Przemyła twarz wodą, rozczesała włosy i przygotowała sobie kąpiel. Postanowiła się zrelaksować, bo do śniadania i pobudki wspollokatorek było jeszcze sporo czasu. Długa kąpiel na pewno dobrze jej zrobi. Do wody dodała olejku, który pachniał lawendą.  Jej ulubiony zapach. Weszła do wanny i dokładnie umyła każdą część ciała. Po wyjściu z wanny owinęła się w biały ręcznik i postanowiła zrobić lekki makijaż zakrywający niedoskonałości młodzieńczej cery. Nie chciała aby ktoś poznał, że coś się stało, a co gorsza żeby ktoś się dowiedział, że między nią a Ronem jest coś nie w porządku. Włożyła na twarz maskę, która doskonale ukrywała jej uczucia, a tą maską był uśmiech.  Fałszywy ale zarazem ukazujący zadowolenie. Z właściwymi efektami porannej toalety wyszła z łazienki i skierowała się w stronę szafy. Założyła czarną bokserkę i szare legginsy a na to zarzuciła standardowo czarną szatę z godłem Gryffindoru. Postanowiła obudzić współlokatorki.
-Halo dzień dobry! -krzyknęła jak najgłośniej mogła-wstajemy!
Podeszła do Ginny i ściągnęła z niej kołdrę.
-jeszcze kilka minut mamo-wymruczała Ginevra zasłaniając się poduszką-przecież są wakacje...
Na twarz Hermiony wkradł się delikatny uśmiech. Nie dała jednak za wygraną i szybkim ruchem ręki ściągnęła przyjaciółkę za nogę z łóżka. Ta w momencie się przebudziła. Patrzyła na Granger z takim spojrzeniem jakby co najmniej chciała ją zabić.
-Nienawidzę Cię! -powiedziała oburzona rudowłosa dziewczyna.
-tak, tak, też cię kocham-odpowiedziała brazowowłosa i zabrała się za pakowanie rzeczy potrzebnych na dzisiejsze zajęcia. Gdy była już gotowa próbowała umierzwić swoją burzę loków. Zdecydowała się na wysokiego kucyka na czubku głowy i z uśmiechem wyszła z dormitorium kierując się w stronę Wielkiej Sali w celu spożycia śniadania.
                         ♡♡♡
Głośny huk obudził blondwłosego Ślizgona z głębokiego snu. On także nie spał za dobrze. Męczył go we śnie obraz z wieczoru. Widział zapłakaną twarz Gryfonki. Zerwał się nagle z łóżka w celu znalezienia przyczyny tak głośnego poranka. Spojrzał na łóżko Zabini'ego. Nie było go w nim, ale za to leżał obok niego i masował tył głowy. Najwidoczniej spadł z łóżka.
-Porąbało cie? -zapytał Draco powstrzymując się przed wybuchem śmiechu.
-Nie powinienem tyle pić...-narzekał Blaise. Gdy zeszłego wieczoru Draco po trzech szklankach ognistej zrezygnował z picia, to Ciemnowłosy postanowił dokończyć butelkę.
-Co Ty gadasz?  Nie mów ze masz kaca... -powiedział Smok kierując się do łazienki.
-Musiałem dopić... -zaczął Diabeł-procenty mogły by pouciekać...
-Jesteś nienormalny, nic by nie ucieklo-rzucil Malfoy poczym zamknął się w łazience. Biorąc prysznic myślał o swoim przyjacielu. Coś za często pił. Nie sądził, że przejął się jakąś dziewczyną. Nie, to na pewno nie to. Może pokłócił się z matką..  Musi z nim o tym porozmawiać, ale to w weekend przy ognistej, jak chłop z chłopem. Póki co musi przetrwać tydzień nauki w Hogwarcie. Dzień zaczął się gwałtownie więc Draco myślał, że dalej pójdzie jak z górki, jednak się mylił. Wychodząc spod prysznica pośliznął się i upadając obdarł sobie całe ramię. Niby zabawna sytuacja, ale mogło stać się coś poważniejszego. Na szczęście to tylko obdarte ramię. Podniósł się i dokładnie przemył ranę. Założył bandaż a gdy skończył podszedł do lustra, ułożył włosy i ubrał się w ciemne jeansy i czarny dopasowany podkoszulek. Wyszedł z łazienki, spakował potrzebne książki, zarzucił szatę z godłem swojego domu i ruszył w kierunku Wielkiej Sali.
                          ♡♡♡
Wszyscy wesoło gawędzili lub jedli śniadanie przygotowane przez skrzaty. Tylko Hermiona miała głowę zapełnioną różnorakimi myślami. Ukradkiem spojrzała na Rona. Jadł śniadanie i rozmawiał z Harrym jak gdyby nigdy nic. Odruchowo dotknęła swojego nadgarstka, na którym ciągle widniały siniaki. W momencie wróciły wspomnienia z zeszłego wieczoru. W ostatniej chwili powstrzymała się od wybuchu płaczu więc czym prędzej postanowiła wyjść z Wielkiej Sali. Niestety przed tym powstrzymała go przemowa dyrektora. McGonagall stanęła na podium i ogłosiła krótki komunikat, który brzmiał następująco:
"prefekci naczeli proszeni są o stawienie się po zajęciach u mnie w gabinecie"
Hermiona wiedziała, że czeka ją ciężki dzień a do tego dochodziło jeszcze stawienie się u McGonagall. Z wielką chęcią opuściła Wielką Salę i ruszyła w stronę klasy, w której miały odbyć się dwie godziny Eliksirów. Bardzo chciała zobaczyć kto będzie uczył ich w tym roku. Miała nadzieję, że to nie będzie nikt podobny do Snape'a. Oczekiwała kogoś miłego, kogoś kto doskonale przygotuje ją do egzaminów końcowych. Miała nadzieję, że Slughorn wróci. Czekając na nauczyciela ujrzała zbliżających się w jej stronę Ślizgonów. Jak zawsze została obdarzona niemiłymi komentarzami z ich strony, jednak jedynym co ją zdziwiło było to, że Malfoy nic się nie odezwał. Spojrzał tylko na nią swoimi zimnymi oczami, z których nie dało się nic wyczytać. Swój wzrok utkwiła w podłodze i dalej czekała. Po chwili klasa sama się otworzyła i do środka zaprosił ich miło wyglądający profesor. Był to oczywiście profesor Slughorn. Na jego widok Gryfonka odetchnęła z ulgą, bo wiedziała, że on potrafi doskonale nauczać. Zajęła więc miejsce w pierwszej ławce i czekała aż zacznie się lekcja.
-Witajcie kochani! -powitał ich miło nauczyciel-chciałbym zrobić małe "przemeblowanie"
Na te słowa wszyscy się nieco wzdrygnęli, ale zachowali spokój.
-postanowiłem trochę was pomieszać, już mówię o co mi dokładnie chodzi-dodał Slughorn-z racji tego, że wszystkie zajęcia Gryfoni mają ze Ślizgonami chcę was usadzić tak, aby każdy Gryfon siedział z kimś ze Slytherinu. A więc zaczynamy.
Po chwili każdy siedział już na swoim miejscu,  na którym będzie siedział do końca szkoły. Została tylko Hermiona.
-A! Została jeszcze Panna Granger! -krzyknął zadowolony profesor, po czym rozejrzał się po całej sali w poszukiwaniu miejsca dla niej-Panna Granger usiądzie z Panem Malfoy'em-dodał po chwili Horacy.
Hermiona przez chwilę nie wiedziała o co chodzi profesorowi, dopiero po chwili zrozumiała, że musi usiąść i bok swojego odwiecznego wroga. Malfoy również nie był z tego zadowolony, ale nie zwracał na to zbytniej uwagi. "Jakoś to przeżyję"-myślał Arystokrata. Chwilę później Brązowooka siedziała obok niego i jak gdyby nigdy nic zaczęła robić notatki. Nie odzywali się do siebie prawie przez wszystkie zajęcia. Dopiero na zaklęciach Gryfonka zapytała czy może pożyczyć kawałek pergaminu, bo jej się już skończył. Blondyn rzucił jej pergaminem przed nos. Spojrzał na jej ręce, gdy ona próbowała go złapać. Zauważył dziwne śińce na nadgarstkach. Po chwili przypomniał mu się poprzedni wieczór i sytuacja z Rudowłosym. Gdy zajęcia się już kończyły, postanowił się do niej odezwać.
-Co Ci się stało Granger? Przywiązałaś się do łóżka czy co? -zapytał z ironią Draco.
-Nie twoja sprawa, Malfoy-odpowiedziała z pogardą Gryfonka, po czym spakowała
swoje rzeczy i czekała na koniec lekcji. Gdy już dzwonek zadzwonił szybko wstała, ale wychodząc z ławki uslyszala:
-Nie daj się tak traktować-szepnął Malfoy po czym wyszedł z klasy i skierował się do gabinetu dyrektora.
Hermiona bardzo się zdziwiła, przez co chwilkę stała jak słup soli i wpatrywała się w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stał Arystokrata.
-A panienka Granger to nie wychodzi? -z osłupienia wyrwał ja profesor, po czym szybkim krokiem wyszła z sali kierując się w stronę gabinetu McGonagall. Po chwili była już na miejscu. W środku był już Draco razem z McGonagall, którzy czekali tylko na nią.
-Proszę usiądźcie-oznajmiła dyrektorka po czym zajęła swoje miejsce na przeciwko nich.
-Nie będę owijać w bawełnę, więc przejdę od razu do rzeczy-powiedziała po czym dodała-jako że jesteście prefektami naczelnymi to wam powierzam zorganizowanie balu integracyjnego.
Prefekci spojrzeli najpierw na siebie potem na nią i znów na siebie.
-Że niby ja? Z nią? -zapytał ironicznie Blondyn.
-Tak Panie Malfoy.
-Nie ma mowy-odpowiedział Arystokrata.
-Tutaj nie ma wyboru, Panie Malfoy. Proszę się dogadać co i jak-oznajmiła dyrektorka po czym wskazała im drzwi.
Gryfonka nie odpowiedziała ani słowa, rzuciła krótkie "do widzenia" po czym ruszyła do drzwi. Za nią szedł Malfoy.
-jeszcze jedno! -krzyknęła McGonagall-to bal maskowy!
Po chwili byli już za drzwiami i kierowali się do swoich dormitoriów.
Szli w ciszy, którą przerwała Hermiona.
-Kiedy zaczniemy przygotowania Malfoy?
-Jutro o 19 w bibliotece. Nie spoznij się Granger-rzucił oschle Blondyn po czym odszedł w tylko sobie znanym kierunku.
"Zmienił się "-pomyślała Gryfonka po czym ruszyła w stronę swojego dormitorium.
______________
No i skończone!  Myślę ze się spodoba i będzie kilka komentarzy :)
Następny rozdział 7. 11 zapraszam serdecznie ♡
Poleć mojego bloga innym!
Pozdrawiam Elisabeth

sobota, 24 października 2015

Rozdział IV

Weszli do Wielkiej Sali jak gdyby nigdy nic i od razu poczuli na sobie masę przeszywających spojrzeń. Gdzie się nie obrócili tam patrzyły na nich mnóstwo oczu. Rozeszli się do swoich stołów. Hermiona pewnym krokiem ruszyła na wolne miejsce obok przyjaciółki. Starała się nie zwracać uwagi na głupie pytania rzucane od tak przez trzecio i czwartoklasistów. Usiadła i od razu nalała sobie soku dyniowego. Podniosła wzrok od swojego talerza i zrozumiała, że błędem było usiąść tutaj. Błędem było przyjście w ogóle na kolację. Na przeciwko niej jak gdyby nigdy nic siedział Ronald i patrząc jej prosto w oczy radośnie się uśmiechał. Cała ta sytuacja tak zdenerwowała Hermionę, że ta o mało nie wybuchła.  Powstrzymała się jednak, ale chcąc nie chcąc musi porozmawiać o tym z Rudowłosym. Więc podtrzymując atmosferę jaką zapoczątkował Ron postanowiła odwdzięczyć uśmiech i równie szeroko i radośnie uśmiechnęła się do niego. 
-Dlaczego się spoźniłaś? -zapytał zaciekawiony Harry. Martwił się o swoją przyjaciółkę, gdy zobaczył, że wchodź do Wielkieg Sali w towarzystwie Ślizgona.
-Zapomniałam zabrać kufra z przedziału-oznajmiła Gryfonka po czym uśmiechnęła się do Potter'a.
Ginny patrzyła na swoją przyjaciółkę tak jakby coś jej w niej nie pasowało. Wyglądała tak jakby próbowała opanować nagły wybuch gniewu i histerii.
"Musiało się coś stać, że tak się zachowuje"-pomyślała Ruda i dalej obserwowała zachowanie przyjaciółki. Zauważyła, że prawie nic nie zjadła.  Drżały jej ręce gdy odzywał się Ronald. W końcu Ginevra nie wytrzymała i postanowiła dowiedzieć się o co chodzi.
-Coś się stało Hermiono?-zapytała Ginny widząc, że przyjaciółka zachowuje się nienaturalnie. Ginn znała ją bardzo dobrze, wiedziała kiedy coś się stało.  Widziała to w jej oczach.
-Nie, nic mi nie jest-odpowiedziała Brązowooka i uśmiechnęła się lekko do przyjaciółki.
-Mam nadzieje-szepnęła bardziej do siebie Ruda, tak że nikt jej nie usłyszał.
Wszyscy rozmawiali, na sali byli bardzo gwarno. Niektórzy cieszyli się, że wrócili do Hogwartu ale większość narzekała na to, że wakacje się już skończyły i trzeba wracać do nauki. Hermiona bardzo cieszyła się, że wróciła.  Kochała to miejsce, uważała Hogwart za swój drugi dom. Zjadła trochę przysmaków podanych na kolację i powoli zbierała się do swojego dormitorium. 
                         ♡♡♡
Na drugim końcu sali siedział pewien arystokrata i uważnie przyglądał się kilku osobom ze stołu Gryffindoru. Bardzo zdziwiła go sytuacja gdy Hermiona jak gdyby nigdy nic usiadła sobie na przeciwko Weasleya i jeszcze się do niego uśmiechnęła. Nie rozumiał o co chodzi. Jeszcze kilkadziesiąt minut temu dosłownie ryczała w swoim przedziale przez tego palanta. A teraz uśmiecha się do niego radośnie jakby nigdy nic się nie stało. Nic w tej sytuacji mu nie pasowało. Musiał czym prędzej się tego dowiedzieć. Postanowił poczekać aż Gryfonka skończy jeść kolację i zbierze się do swojego dormitorium.
-O czym myślisz Smoku? -z przemyśleń wyrwało go pytanie Blaise'a. Ciemnoskóry chłopak wiedział, że coś jest na rzeczy. Coś musiało go bardzo zainteresować, że tak doszczętnie coś obmyśla i przemyśla. Wiedział kiedy coś go męczy, nie znał go przecież od wczoraj, tylko od małego.
-Nieważne- rzucił oschle Draco nie odrywając spojrzenia ze stołu Gryfonów. Blaise również jaLk on lubił wszystko wiedzieć, lecz nie czas jeszcze na informowanie Zabiniego o sytuacji w pociągu. Draco nie odrywał wzeoku od Gryfonki, patrzył dokładnie co robi i jak się zachowuje. Zauważył jak Hermiona wychodzi, ale zaraz za nią idzie Rudzielec. Postanowił za nimi iść, może się czegoś konkretnego dowie. Rzucił wszystko i ruszył w kierunku drzwi od Wielkiej Sali. Zobaczył jak Weasley mocno łapie Granger za rękę i ciągnie ją w ciemny korytarz. Ślizgon poszedł za nimi. Nie mógł jednak podejść na tyle blisko żeby coś usłyszeć jednak stał w idealnym miejscu do obserwowania całego zajścia. Ron przystawił Hermionę pod ścianę przy tym przytrzymując jej nadgarstki zapytał  :
-I co?  Jeszcze Ci mało?-pytał Rudy coraz bardziej ściskając nadgarstki Gryfonki- Jesteś nieposłuszna.
Brązowooka nie wiedziała co ma zrobić. Łzy powoli zaczęły spływać po jej lekko zaczerwienionych policzkach. Próbowała się wyrwać ale to na nic. Musi poczekać aż Ron odpuści.
-Znowu ryczysz szmato? Może Malfoy cię pocieszy co?-Rudy zadawał pytania, które wierciły jej dziurę w brzuchu.
-Nie patrz na mnie jak na idiotę! -krzyknął prosto w twarz Granger- Widziałem przecież jak sobie słodko wchodzicie razem do Wielkiej Sali!  Od kiedy mnie z nim zdradzasz?! -Weasley ciągle krzyczał tak głośno, ze ukrywający się niedaleko za ścianą Ślizgon wszystko słyszał.
-Ja?  I Granger? Nigdy w życiu- szepnal pod nosem Malfoy.
-Daje Ci ostatnią szansę na poprawę szlamo! -krzyknął Rudzielec używając słowa, które rani ją za każdym razem gdy ktoś go użyje. Codzienne rano musi patrzeć na to słowo wyryte na swoim przedramieniu. Ciągle przypominają jej się chwile przez które tak cierpiała. Ronald wymierzyl Gryfonce siarczysty policzek i szepnął do ucha:
-Jeszcze raz.... 
Słysząc kroki Weasley puścił Gryfonkę i na pożegnanie rzucił:
- To będzie nasz mały sekret!
Hermiona upadła na zimne kafelki. Patrzyła na swoje nadgarstki, na których pojawiały się ciemne siniaki. Łzy leciały ciurkiem z jej oczu, a ona sama ledwo mogła złapać oddech. Ta sytuacja była okropna dla niej. Nigdy by nawet nie pomyślała, że Ronald tak się zachowa. Próbując się podnieść wycierała łzy.
Draco Malfoy znów patrzył na nią gdy płacze, ale nie przez niego. Za każdym razem gdy płakała czuł małą satysfakcję, jednak teraz gdzieś w głębi czuł żal i chęć pocieszenia jej. Gdzieś w środku czuł, że trzeba jej pomóc. Zanim jednak Gryfonka wyszła z głębi ciemnego korytarza, jego już nie było. Hermiona skierowała się w stronę swojego dormitorium a po drodze doprowadziła siebie do porządku tak żeby nikt nie nic zauważył. Gdy dotarła na miejsce nikt nie zwrócił uwagi na siniaki na nadgarstkach ani na rozczochrane włosy. Im wystarczył fałszywy uśmiech Gryfonki udającej, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Chwilę później już leżała w ciepłym łóżku starając się zapomnieć co dziś zaszło.
                           ♡♡♡
Draco Mlafoy podążał korytarzem kierującym do pokoju wspólnego Ślizgonów. Po drodze myślał o tym co jeszcze przed chwilą miało miejsce. Taki słabeusz jak Weasley ma czelność podnosić rękę na kobietę? Uderzyć ją w twarz? Czy on jest normalny? 
Takie pytania zadawał sobie Dracon przemierzając puste korytarze. Przez chwilę zrobiło mu się jej żal, chciał tam wbiec i pobić Weasley'a tak, że raz na zawsze wybił by mu z głowy znęcanie się nad kobietami. Uznał, że nie zdzierży  tego na trzeźwo, więc czym prędzej udał się w stronę swojego dormitorium w celu spożycia trunku wysokoprocentowego.
-Pić w pierwszy dzień szkoły? -rzucił Draco do Blaise'a gdy zobaczył, że ten konsumuje ognistą whisky bez niego.
-A od kiedy to zabronione? -zapytał Zabini po czym dodał-Poza tym ja mogę pić zawsze!
Blaise siedział przy kominku i szczerzył się do Malfoy'a. Draco widząc jego proszący wyraz twarzy usiadł koło niego i nim się obejrzał już miał nalaną whisky do kryształowego naczynia.
"Przynajmniej nie wyszedłem na alkoholika"-pomyślał Smok i upił duży łyk ognistej.
________________
No w końcu skończyłam :) Dziś rozdział wcześniej niż zwykle, ale myślę że jest nawet dobry i że zostawicie kilka komentarzy do moich wypocin.  Mam nadzieję że polecicie bloga znajomym ♡
Pozdrawiam Elisabeth :)
następny rozdział V -31.10

sobota, 17 października 2015

Rozdział III

Szybkim krokiem zmierzała ku swojemu przedziałowi. Śpieszyła się, żeby zabrać rzeczy zanim pociąg ruszy w kierunku Londynu. Jeszcze chwilka i już będzie na miejscu. Zwinnym ruchem ręki otworzyła drzwi przedziału, ale to co zobaczyła zupełnie ją zdziwiło. Przed nią stał jej chłopak-Ronald. Myślała, że już dawno wysiadł i czeka na nią na peronie, jednak się myliła. Stał przed nią z miną jakby wycałowała cały pociąg minimum 6 razy, w czasie gdy jej tu z nim nie było. Próbując zlekceważyć jego przeszywające spojrzenie sięgnęła po swój kufer. Zwinnie zmniejszyła go swoją różdżką i schowała do kieszeni. W przedziale panowało dziwna cisza, której na chwilę nikt nie ważył się przerwać. Patrzyli sobie w oczy kilka minut. Ciszę między nimi postanowił przerwać Ron.
-Nic mi nie powiesz?-zapytał Rudzielec patrząc prosto w oczy swojej dziewczyny.
Hermiona zerknęła na niego pytająco, ale w końcu odpowiedziała:
-Niby co mam Ci powiedzieć?
-Jak to co?!-wykrzyknął Ronald. W wypowiedzi Rudowłosego można było usłyszeć oburzony ton-Nie ma Cię ponad 3 godziny, po czym dowiaduję się od trzecioklasisty, że obściskujesz się z tym podłym Śmierciożercą!-ostatnie słowa niemal wykrzyczał prosto w twarz Gryfonki, przy czym opluł jej całą buzię.
-Ron to..-próbowała się wytłumaczyć Brązowooka. Nie sądziła, że jej chłopak tak łatwo uwierzy byle komu w takie podłe kłamstwo. Chciała to wyjaśnić, jednak Ron nie dał jej dojść do słowa.
-Co Ci odbiło?! Ja Ci już nie wystarczam?!-krzyczał Weasley- Dla niego jesteś zwykłą szlamą!
Ron darł się w niebogłosy. Nie zwracał uwagi na to, że Gryfonka próbuje mu się wytłumaczyć.
Gdy wykrzyczał ostatnie słowa swojej wypowiedzi prosto w twarz Hermiony, puściły jej nerwy i mimowolnie się rozpłakała.
-Nie masz prawa tak mówić! Widać, że dla Ciebie też nic nie znaczę!-krzyczała przez łzy Gryfonka-Wynoś się!
Ronald spojrzał na nią jak na jakąś osobę, która dopiero co wyszła z psychiatryka. Zmierzył ją szyderczym wzrokiem po czym odparł:
-Mam prawo mówić co chcę! To nie ja zdradzam Cię na każdym kroku! Trzeba było trzymać łapska przy sobie a nie przy obcych facetach szmato!-wykrzyczał Weasley po czym minął Hermionę jak gdyby nigdy nic i wyszedł z przedziału mocno trzaskając drzwiami.
Na pożegnanie Gryfonka wykrzyczała mu:
-Jesteś nic nie wartym gówniarzem!
Po tej sytuacji opadła na siedzenie i zaczęła rozpaczliwie płakać.
***
Draco Malfoy dumnie maszerował po pociągu sprawdzając czy wszyscy uczniowie grzecznie wysiedli i zabrali wszystkie swoje rzeczy. Zostało mu tylko kilka przedziałów więc postanowił odpalić papierosa. Wyciągnął posrebrzaną zapalniczkę z godłem Slytherinu. Z paczki wyjął jednego papierosa i odpalił go wystawiając głowę przez okno. Nasłuchiwał szumu drzew. Po chwili usłyszał trzask drzwi, ale postanowił to olać. Gdy kończył dopałek papierosa usłyszał płacz. Znajomy płacz. Uważnie nasłuchiwał. Wyrzucił resztkę papierosa przez okno i poszedł w kierunku znajomego dźwięku. Widząc drobną osóbkę siedzącą w jednym z przedziałów postanowił się na razie nie zbliżać, tylko odgadnąć kto to jest. Była to na pewno dziewczyna, pewnie znajoma. Skądś znał ten płacz, to pojękiwanie i kolor włosów.
"To niemożliwe"-pomyślał Ślizgon. Pierwszy raz widzi ją, gdy płacze nie z jego powodu. Postanowił chwilę się poprzyglądać, bo nie często trafia się taka okazja. Po chwili coś go tknęło. Pomyślał, że chyba trzeba jej pomóc. Może coś jej się stało? Powoli położył rękę na klamce i zwinnie ale bezszelestnie otworzył drzwi od przedziału. Gryfonka nawet nie zauważyła, że ktoś wszedł do jej przedziału. Usiadł naprzeciwko niej i spojrzał na jej twarz. Miała bardzo smutny wyraz twarzy, nawet przez niego tak nie płakała. Musiało stać się coś poważnego. Nie zapyta o to tak wprost, musiał do tego podejść najdelikatniej jak potrafił. Wziął głęboki wdech i odparł:
-Granger...-zaczął Malfoy- Coś się stało?
Gryfonka spojrzała na niego swoimi zapłakanymi oczkami. Nie było już w nich tych pięknych, roztańczonych ogników. Zniknęły. Jej oczy szkliły się tylko dzięki łzom. 
-Nie.. Nic się nie stało-powiedziała Hermiona próbując powstrzymać się od kolejnego wybuchu płaczu. Otarła twarz z resztek łez i zmusiła się na wydobycie niewielkiego uśmiechu w stronę osoby siedzącej na przeciwko niej. Dopiero po chwili zorientowała się, że to przywódca Slytherinu-Draco Malfoy.
-Nie, nic mi nie jest, Malfoy-odparła Gryfonka już mniej łagodnym tonem-A co Cię to w ogóle obchodzi? Dla Ciebie jestem tylko i wyłącznie głupią szlamą.
W momencie na twarzy Dracona pojawił się ten sztuczny, ironiczny i fałszywy uśmiech. Spojrzał na Gryfonkę i odparł:
-Sprawdzałem przedziały i chciałem Cię stąd przegonić, bo już wszyscy poszli do zamku-odpowiedział Malfoy. Powiedział to zupełnie bez pokazania żadnych uczuć. Jego twarz nawet nie drgnęła a oczy były tak samo zimne jak kilka chwil temu.
-Już wychodzę- rzuciła Hermiona po czym wyszła z przedziału. 
Szła sama przez las, chociaż wiedziała, że nie jest sama. Kilka metrów za nią podążał pewien Ślizgon. Cały czas utrzymywał taką samą odległość. Po chwili Gryfonka postanowiła na niego zaczekać. Nie wiedziała co ją do tego namówiło, ale postanowiła poczekać.
-Na co czekasz Granger?-zapytał Draco-dreptaj szybciej, bo nie zdążymy na kolację!-krzyknął Malfoy po czym zgrabnie ją wyminął. Gdy przechodził koło niej, poczuła zapach jego perfum. Mimo tego, że nie jest zbyt miły, to używa naprawdę ładnych perfum. Po chwili nadgoniła dzielącą ich odległość i szli jak równy z równym. Zmierzali ku zamku w okropnej ciszy, którą postanowił przerwać Ślizgon.
-Czemu płakałaś?-zapytał, ale nie popatrzył na nią nawet na chwilę.
-A co Ciebie to obchodzi?-odparła Gryfonka patrząc na niego z niemałym zdziwieniem. Draco Malfoy był bardzo ciekawskim człowiekiem, za wszelką cenę chciał wiedzieć wszystko. Jednak przez jedną osóbkę nie mógł sobie dać spokoju z nurtującym go od pewnego czasu pytaniem.
Nie odpowiedział nic. Po prostu szedł i patrzył się przed siebie.
Po chwili ciszy Hermiona powiedziała:
-To przez Rona-nie wiedziała nawet po co mu to mówi, pewnie za niedługo będą krążyć plotki po Hogwarcie, że zerwali lub co gorsza że się puszcza.
-Mhmm-odparł Ślizgon po czym dodał-On jest nic nie wartym śmieciem, zdrajcą krwi. Nie przejmuj się nim.
Sam nie wiedział dlaczego to powiedział, może przez ułamek sekundy było mu żal tej dziewczyny?
Po chwili wybił sobie tę myśl z głowy. Resztę drogi przeszli w ciszy. 
Do Wielkiej Sali weszli razem, co zwróciło uwagę prawie wszystkich obecnych w sali, ale oni nie zwracając zbytniej uwagi na to, rozeszli się do swoich stołów.
__________________________________
Myślę, że wam się spodoba i zostawicie kilka komentarzy :)
Zapraszam 24.10 na kolejny rozdział !
Pozdrawiam Elisabeth ♥

sobota, 10 października 2015

Rozdział II

Wpadła do przedziału cała czerwona po czym upadła na wolne miejsce koło okna. Rudowłosa spojrzała na przyjaciółkę z ogromnym zdziwieniem i po chwili ciszy zapytała:
-Coś się stało?
-Nie coś tylko ktoś-odpowiedziała zdenerwowana Gryfonka-Dlaczego on nie może usiedzieć kilku godzin na swoim miejscu! Dlaczego musiał wpaść akurat na mnie!?  Nie mógł siedzieć w swoim przedziale tylko chodzi po korytarzu i wszystkim dookoła ubliża!-wykrzyczała Brązowooka. Przyzwyczaiła się już do tego, że Malfoy uprzyksza jej życie od około siedmiu lat. Myślała, że teraz sobie odpuści. Ten jeden jedyny rok mógł by jej nie przeszkadzać. Sądziła, że po wojnie jego stosunek do mugolaków się zmienił, jednak myliła się. Myślała, że zmieni się diametralnie, ale był tak samo zimny i oschły jak zawsze. 
-Hermiona nie przejmuj się-odezwała się po chwili ciszy Ruda, widząc że jej przyjaciółce szklą się oczy i zaraz wybuchnie płaczem,  postanowiła już nic nie mówić. Po chwili Granger zaczęła płakać. Ginny próbując ja pocieszyć powiedziała:
-On nie jest wart twoich łez.  Nie płacz przez niego, już wystarczająco się wypłakałaś-mówiąc to Rudowłosa przytuliła przyjaciółkę próbując jej okazać trochę współczucia. Po parunastu minutach Hermiona ochłonęła, otarła resztki łez i spojrzała na przyjaciółkę lekko się uśmiechając. Przyszła przecież w innym celu. To ona powinna ją pocieszać. Podała jej książkę o quidditchu mowiac:
-Tobie bardziej się przyda-mówiąc to zebrała się na lekki uśmiech.
Ginn tylko spojrzała na okładkę i już wiedziała co to za książka.
-O jejku Herm! Naprawdę dziękuję! -wykrzyczała Ruda mocniej przytulacąc przyjaciółkę. Długo czekała na premierę tej książki, ale jakoś nie miała czasu żeby jej poszukać w księgarni na Pokątnej.
Po krótkiej chwili Hermiona odezwała się:
-Dobra Ginn, słuchaj przyszłam tu porozmawiać z tobą na temat twojej decyzji co do Harry'ego. Jesteś pewna, że dobrze postąpiłaś?-spytała Brązowowłosa patrząc przyjaciółce prosto w oczy.
Ginny powoli wypuściła powietrze z płuc. Wiedziała, że Hermiona zapyta ją akurat o to. Chwilę sie zastanawiała, a jej przyjaciółka widząc, że już nie otrzyma odpowiedzi, wstała z zamiarem wyjścia. Uśmiechnęła sie lekko do Rudej po czym chwyciła za klamkę od drzwi przedziału. Kiedy już miała wychodzić, Ginny złapała ją za rękę i pociągnęła w stronę miejsca siedzącego.
-Hermiona ja...-plątała się Rudowłosa-według mnie to jest dobra decyzja-ciągnęła A Hermiona uważnie słuchała. Bardzo ją to interesowało.
Po chwili ciszy Ginny próbowała dokończyć:
-Po wojnie strasznie się od siebie oddaliliśmy. To już nie to samo Fco kiedyś. Harry już nie jest taki sam, zmienił się i to na gorsze. -odparła w końcu Ruda.
Mówiąc to słychać było jak głos jej drży, widać było że do końca się z tym nie pogodziła.
-Kochana, to jest twoje życie. Jeżeli tak postąpiłaś, to w pełni popieram twoją decyzję.  Widać masz jakiś powód-mówiła Hermiona-Ale jeżeli kiedykolwiek zmienisz zdanie, to proszę powiedz mi o tym jak najszybciej. -oświadczyła Brązowooka. Nie przebierając w słowach pożegnała się z przyjaciółką całując ją w czoło wyszła z przedziału kierując się w stronę własnego.  Za chwilę powinni być na miejscu więc powinna się spieszyć.
                          ♡♡♡
Przystojny, blondwłosy arystokrata o nieziemskim spojrzeniu przemierzał korytarz pociągu. Po drodze obraził parę osób, co było zupełnie normalne, ale...  Właśnie ale.  Większość osób patrzyło na niego z zamiarem skrócenia o głowę lub co najmniej wyrwania serca by ten nie mógł funkcjonować. Te wszystkie spojrzenia mówiły "śmierciożerca" lub gorzej "zabójca". Trochę go to wkurzało, więc paru osobom "przymknął"usta. Wiedział dobrze jak będzie traktowany po powrocie do Hogwartu. Wiedział o co go wszyscy oskarżają, myślą że jest zabójcą.  Że  zabijał niewinnych ludzi. To wszystko zafundował mu ojciec. Starał się na to nie zwracać szczególnie uwagi, ale słowa pewnej Gryfonki nieco bardziej go dotknęły.
"Magiczne słowo-Avada Kedavra"
pomyślał sobie Malfoy.
"Ona nic nie wie, nic nie rozumie"-prychnął pod nosem Blondyn. Po parunastu minutach postanowił wrócić do przedziału. Po drodze znów spotkał Parkinson i znów zlał ją u poszedł dalej. Gdy wrócił do swojego przedziału, usiadł na wolnym miejscu z założonymi rękami za głową. Zaczął myśleć. Myślał o brązowowłosej dziewczynie, z którą zderzył się parę chwil temu. Wyładniała, zrobiła się zgrabniejsza.  W jej oczach nadal, mimo wojny, były te wesołe iskierki szczęścia, które on tak lubił gasić przykrym słowem. Jedno słowo, a tak boli. Ale mimo to była ładna, nawet bez tych ogników waleczności w oczach. Po chwili skarcił się za to, jak o niej myśli. Była nic nie wartą szlamą. Gdyby chciał, to mógłby mieć ją na skinienie palca. A może jednak nie? Faktycznie, ona była jedyna dziewczyna, na która nie działał jego urok osobisty i sposób bycia. Może mieć każdą, tylko nie ją. Jedyna, która mu się opiera. Z przemyśleń wyrwał go Diabeł mówiąc, że zaraz wysiadają. Malfoy skinął głową na znak, że rozumie.  Zebrał swoje rzeczy i ruszył sprawdzić, czy wszyscy wysiedli. Takie w końcu było zadanie prefekta.
____________________
Mam nadzieję że sie spodobało i że zostawicie  kilka miłych komentarzy :)
Następny rozdział 17. 10
Pozdrawiam  Elisabeth ♡